Na obrzeżach Skarżyska-Kamiennej, w domu pod lasem istnieje bajkowy świat. Pełen cudownych barw i przedziwnych zdarzeń zawarty jest w 1450 litrach wody. Składa się z koralowców - osobliwych zwierząt, które zwierząt nie przypominają - i kilku kolorowych ryb. Świat ten zaimportowany został z Australijskiej Rafy Koralowej, z Karaibów oraz Morza Czerwonego i przez wielu fachowców, uznawany jest za drugi tego rodzaju cud w Europie.
- Można powiedzieć, że akwarium miałem w domu od zawsze - mówi Waldemar Kwiecień, właściciel chyba wszystkich barw świata. - Były to jednak akwaria słodkowodne. Wiele lat temu zobaczyłem akwarium z rafą koralową. Jakby coś we mnie wstąpiło. Zapragnąłem je mieć. Wraz z żoną przez prawie trzy lata przygotowywaliśmy się do tego przedsięwzięcia. Uczyliśmy się, szukaliśmy odpowiedniego sprzętu i w marzeniach kompletowaliśmy koralowce do naszego akwarium. Musiałem przejechać tysiące kilometrów, odwiedzić wiele krajów, poznać dziesiątki mądrych ludzi, odszukać miejsca gdzie odpowiednie urządzenia można kupić. To było jak polowanie na czarownice. W końcu się udało. Sprowadziliśmy z kilku miejsc podwodnego świata koralowce i zainstalowaliśmy je w naszym domu. Bardzo się bałem, że to się nie uda. Moje obawy były tym większe, że akurat te koralowce nie spotykają się w naturze. Niektóre chorowały, myślałem, że nie przeżyją. Z tego powodu nie przepałem wiele nocy.
Po pierwszych stresujących miesiącach podwodny świat pana Waldemara zaczął rozkwitać. Koralowce zaaklimatyzowały się w nowym środowisku, a niektóre zaczęły się nawet rozmnażać.- Nigdy by się to nie udało gdyby nie moja żona, Łucja - mówi z naciskiem Waldemar Kwiecień. - Jesteśmy partnerami nie tylko w życiu, ale i przy akwarium. Niejednokrotnie nawet się trochę posprzeczamy na temat naszej hodowli. Każdy ma swoje zdanie, co należy zrobić, aby efekt był dobry. Ta burza mózgów, jak widać, wychodzi na zdrowie koralowcom. Ale nawet obcy ludzie pomagają nam jak mogą. Na przykład pracownicy zakładu energetycznego potrafią przyjechać do mnie i poinformować o planowanym wyłączeniu energii elektrycznej. Mogę się wtedy odpowiednio przygotować.
Tymczasem prąd jest potrzebny koralowcom niemal tak samo jak słona woda. Przy pomocy specjalnych filtrów co minutę przepompowywana jest cała zawartość zbiornika. Komputer steruje słońcem i księżycem. Powoduje wschody i zachody słońca, a księżyc prowadzi od nowiu, aż do pełni. Sztuczne światło daje barwę zbliżoną do naturalnej. Dzięki elektronice temperatura wody zawsze jest taka sama. Wszystko to powoduje, że zwierzęta czują się prawie, jak u siebie w domu. Czasami jednak zaczynają "kąsać" swego pana.
- Kiedyś podczas pielęgnacji akwarium zanurzyłem rękę w wodzie. Ubrana była w chirurgiczną rękawicę, ale przedramię było odsłonięte. Nic złego nie czułem do chwili wyjęcia dłoni. Powyżej rękawiczki pojawiło się zaczerwienie, potem bąbelki. Okazało się, że jeden z koralowców, który według literatury jest bardzo łagodny, poczuł białko i zaczął wypuszczać w moim kierunku parzydełka. Mnie! Karmiciela chciał zjeść! Skóra goiła mi się przez ponad miesiąc. To jest dżungla, w której nigdy nie wiadomo co może się zdarzyć.
Akwarium z koralowcami jest bardzo piękne, ale angażuje mnóstwo czasu. - Nie, nie czuje się niewolnikiem swego hobby - twierdzi pan Waldemar. - Niektórzy lubią podróże, a ja jestem domatorem. Nawet jeśli muszę wyjechać gdzieś na kilka godzin, to zaraz coś mnie ciągnie do koralowców. Uczucie jest podobne do tego jakie przeżywa rodzic, który zostawia dziecko w domu i wciąż myśli czy ono czegoś nie zbroiło. Dlatego też nie każdy może być właścicielem akwarium z koralowcami. Nawet gdyby miał dużo pieniędzy, zainwestował w najlepszy sprzęt, a nie miałby wiedzy i serca do tego, to nie ma szans, aby utrzymać te zwierzęta przy życiu.