Książka sensacyjna
Autor: Artur Konert
"Śmierć przychodzi dwa razy"
Rozdział I (strona 4)
Kochali się na wielkim łożu z baldachimem. Pieścili swoje ciała, jakby za chwile świat miał się skończyć. Dopiero teraz Kenitz ujrzał, że na zabytkowej sofie nieskładnie leżą ubrania. Ubrania nie z tej epoki. Był to mundur, prawdopodobnie polskiego ułana, sprzed blisko 200 lat. Wysokie czako, barwna marynarka z mnóstwem złotych guzików, spodnie z czerwonymi lampasami i jeszcze zdobiona szabla leżąca tuż na podłodze. Obok spoczywała suknia. Długa, biała, z wieloma falbanami i mocno wyciętym dekoltem. Nawet przez chwilę nie zastanowił się nad tym niecodziennym faktem. Ten staromodny pokój, te niedzisiejsze ubrania, ta para kochanków głucha i ślepa w swej namiętności stanowiąca jedność na wielkim łożu z baldachimem. Być może zdumienie jakie powinno mu towarzyszyć zostało przytłumione przez zazdrość. Nie wiedzieć czemu Marek Kenitz poczuł zazdrość. Zazdrość wielką, żywym ogniem palącą jego zmysły. Krew uderzyła mu w skronie, a myśli skoncentrowały się na jednym punkcie - jak odebrać temu wielkoludowi to cudowne ciało. Coś co było zarazem w nim jak i poza nim, pchało go do wnętrza pokoju. Podszedł i stanął nad splecionymi ciałami. Nie widzieli go. Nie mogli go widzieć, bo ich wzajemne oddanie było tak daleko posunięte, że wprost niezrozumiałe.
Zazdrość przemieniała się w agresję. Chciał przerwać ten spektakl miłości. Zamroczony Kenitz podniósł z podłogi ułańską szablę. Bez drgnienia powieki wymierzył cios. Potem ciął drugi raz i następny. Na twarzach kochanków malowało się tak samo zdziwienie, jak i rozkosz. Nawet nie zdążyli się przerazić. Krew rozlewała się po koronkowej pościeli. Bijąc z tętnic i żył skapywała na podłogę. Obok łoża stał puchar, z którego zmęczeni kochankowie wcześniej zapewne pili wino. Spływająca krew wypełniła go po brzegi i przelewała się wsiąkając w szczeliny drewnianej podłogi.