Książka sensacyjna
Autor: Artur Konert
"Śmierć przychodzi dwa razy"
Rozdział I (strona 5)
Gdyby spojrzeć Markowi w oczy można by zobaczyć w nich ulgę. Nie strach, nie przerażenie, nie żal, a ulgę. Tak jakby spełnił zadanie życia. Coś co było mu przeznaczone już w chwili narodzin. Jakby brzemię, które przez lata ciążyło na jego barkach teraz go opuściło. Poczuł się szczęśliwy. Usiadł na sofie i przyglądał się zakrwawionym ciałom, a sen powoli ogarniał jego umysł.
***
Mężczyzna śpiący w fotelu podskoczył jak oparzony. Zawsze tak robił, gdy ze snu budził go dźwięk telefonu. Nieprzytomnym wzrokiem ogarnął mieszkanie. Była 5.30, a co gorsze kac gnębił jego wnętrzności od jelit przez żołądek, przełyk wraz z ustami, aż po mózg, w którym oprócz bólu usadowił się strach. Nie bał się niczego konkretnego. Zwyczajnie. Odczuwał niepokój alkoholika, z którego wyparował alkohol. Z trudem wstał, aby odebrać telefon. Ze zdziwieniem stwierdził, że jest w płaszczu. Nie zauważył jednak, że ma bardzo zabłocone buty.
- Kenitz, słucham - powiedział ochrypłym głosem.
Dzwoniący nie pofatygował się aby odpowiedzieć. Dźwięk odkładanej słuchawki zirytował go, a po chwili wzmógł poczucie niepokoju. Podszedł do stolika na którym stały butelki z alkoholem. Wziął jedną do ręki i odkręcił. "Nie" - pomyślał i podszedł do stolika stojącego przy fotelu w którym spędził noc. Szklanka wypełniona jakimś płynem kusiła go, aby zniweczyć suchy niesmak w ustach. Wziął ją do ręki, przystawił do ust i przechylił. Dwa szybkie hausty i trzeci wolny jakby odruchowy. Płyn nie był smaczny. Ciepły o dziwnym nieznanym mu dotąd smaku. Odstawił szklankę na miejsce. Nagle w pokoju rozbłysły żarówki. Niezgrabnie odwrócił się w kierunku drzwi do sypialni. Stała w nich Matylda. Nic nie mówiła, ale on wiedział, że miała jedną myśl: "Co ty ze sobą zrobiłeś?" Zbliżyła się do Marka.
- Skaleczyłeś się? - spytała.
Spojrzał na nią zdziwiony.
Uniosła dłoń do kącika ust męża, otarła go i pokazała opuszek palca, na którym znajdowała się kropla krwi. Kenitz znieruchomiał. Bał się odwrócić głowę, by spojrzeć na stolik na którym stała zapełniona do połowy szklanka z niesmacznym płynem.