Książka sensacyjna
Autor: Artur Konert
"Śmierć przychodzi dwa razy"
Rozdział II (strona 6)
Barnaba czuł się nieswojo. Zapomniał już czym jest zapach czystej pościeli. Miękki materac na sprężynach szpitalnego łóżka nie był tak wygodny jak kartony rozłożone na podłodze opuszczonego domu, gdzie od kilku miesięcy spędzał noce. Wcześniej spał w kanałach, na dworcu, na klatkach schodowych, w piwnicach, a w ciepłe letnie noce na parkowej ławce. Nigdzie jednak nie było tak przyjemnie jak w tym opuszczonym domu.
Najważniejsze, że był sam. Lubił samotność. Nie umiał się dogadać z innymi bezdomnymi. Większość z nich znalazła się w rynsztoku z powodu własnych wad - pijaństwa, braku zapobiegliwości czy niedostosowania do reguł rządzących współczesnym światem. On sam wybrał taki a nie inny los. Z pełną świadomością trudów bezdomności zostawił wszystkich, których kochał i wszystko co miał. Zdawał sobie sprawę, że swoją decyzją sprawi niektórym ból, a pozostali będą go postrzegać jako wariata. Mimo to odszedł wraz z obsesyjnie nękającą go myślą szwajcarskiego XVIII-wiecznego uczonego Johanna Kaspara Lavatera: "Człowiek jest wolny jak ptak w klatce. Może się poruszać tylko w pewnych granicach." Nie był pewien czy ulica wyzwoli go z tej klatki czy stanie się coś zupełnie odwrotnego, a granice wolności skurczą się jeszcze bardziej. Na to pytanie nie umiał odpowiedzieć sobie do dziś, choć wielokrotnie się nad tym zastanawiał.