Książka sensacyjna
Autor: Artur Konert
"Śmierć przychodzi dwa razy"
Rozdział II (strona 7)
Gdy wczorajszej nocy wrócił na swoje legowisko zastał tam śmierć. Dwa młode ciała pozbawione życia wyglądające tak, jakby ktoś pastwił się nad nimi do chwili, gdy nie będzie można rozpoznać kim byli za życia. Nawet się nie przeraził okropnością. Ocenił sytuację i wyszedł z budynku by zawiadomić policję o swoim odkryciu. Szybkim krokiem mijał stare drzewa stojące wzdłuż alei prowadzącej do pozostałości bramy za którą była ulica. Nagle usłyszał warkot samochodowego silnika. K_t_o_ś kilkukrotnie próbował uruchomić auto, ale jakaś awaria powodowała, że motor gasł po kilku sekundach. Dopiero za trzecim czy czwartym razem kierowcy udało się na dobre odpalić silnik samochodu. Barnaba usłyszał jak człowiek siedzący za kierownicą naciskał pedał gazu i puszczał go, by znowu powtórzyć tą samą czynność. Wiedział, że za chwile odjedzie. Zaczął biec, aby go zatrzymać i prosić o pomoc. Stanął na środku drogi w chwili, gdy samochód ruszył do przodu. Był przed nim nie dalej niż 25 metrów. Machał rękami i podskakiwał niczym teatralna marionetka. Niespodziewanie został oślepiony długimi światłami samochodu. Przysłonił oczy będąc przekonany, że ten ktoś zauważył go i zatrzyma się. Nie zdążył zareagować. Po chwili leżał na masce auta, przejechał na niej kilkanaście metrów, by na koniec zsunąć się i spadając na twardą drogę wielokrotnie obrócić się wokół własnej osi. Przez chwilę chciał zrozumieć co się stało, ale zanim zdążył analizować zdarzenia, stracił przytomność.
Ciąg dalszy nastąpi